Autostop. Nie znają się, więc doradzą.

Ludzie nie znają się na niczym równie dobrze jak na jeżdżeniu stopem. Ekspertami są szczególnie ci, którzy nie próbowali.

Tak powinno wyglądać miejsce na stopa. Skrzyżowanie pośrodku niczego, żadnych zabudowań aż po horyzont (a już w żadnym wypadku punktów usługowych), pogoda marna. Lepiej żeby nie padało, ale niech się przynajmniej zbiera na deszcz. Chwila po ulewie też będzie ok. Takie miejsce jest przeciwieństwem tego opisanego poniżej.

Doradcy

Za każdym razem gdy stopowałem atakowali mnie doradcy, którzy najlepiej wiedzieli co powinienem zrobić. Doradcy, specjaliści, znawcy lokalnych warunków. Raz ich posłuchałem. Od tego momentu wyznaję prostą zasadę: Jestem autostopowiczem. Wiem lepiej!

Turcja, maj 2012, późno, a ja jestem zmęczony i chcę być 200km dalej. A jeszcze zbliża się wielka chmura burzowa. Po niepowodzeniu z Araratem jadę do Van. W każdym razie mam jechać – muszę wyjść z miasteczka na drogę i złapać jakąś okazję.

Doğubeyazıt przypomina elipsę rozciągniętą na linii wschód zachód. Na północy zamyka je obwodnica, na południu góry. Droga, która mnie interesuje to właśnie ta obwodnica. Mehmet, właściciel agencji turystycznej zaczął doradzać jak tylko usłyszał, że będę jechał stopem:

– Idź na północ, dojdziesz za 10 minut do drogi, a tam na pewno coś złapiesz.

Zastanawiam się czy nie pójść prosto na zachód – z nadzieją, że już w mieście złapię kogoś kto będzie jechał do Van.

– W mieście nie masz szans – tu się nikt nie zatrzyma.

„Nikt się nie zatrzyma” tym razem zadziałało. Pierwszy raz w życiu posłuchałem takiego zdania. Kwestia zmęczenia. Może też argumentacja przemawiająca za obwodnicą wydawała mi się rozsądna – było blisko (10 minut) i miały tam być dobre miejsca do zatrzymania samochodu. Nie dyskutując dłużej zdecydowałem się – idę.

Najgorsze miejsce do łapania stopa

Wpadłem. To pierwsza myśl na widok miejsca, gdzie miałem łapać stopa. Powiedzmy sobie szczerze – pierwsza myśl była nieco inna, ale ta oddaje sens, choć tai emocje. Ruchliwa dwupasmówka, na której miejscowy ruch (większość samochodów) miesza się z tranzytem. Po obu stronach co 10-20 metrów warsztaty samochodowe, sklepy i magazyny. Co chwilę ktoś zjeżdża i wyjeżdża, a ci, którzy chcą jechać dalej śmigają lewym pasem. Na mnie nawet nikt nie patrzy.

Próbowałem 15 minut. Nic.

Przez kolejną godzinę łapałem idąc na zachód – tak żeby wyjść z tej usługowo-handlowej okolicy. Kierowcy zaczęli na mnie zwracać uwagę dopiero koło ostatnich warsztatów, gdy zrobiło się trochę luźniej na drodze i na poboczu. Kilku gestami pokazało, że zaraz skręcają.

Przeszedłem jeszcze kawałek. To jest dobre miejsce – pomyślałem. Byłem mniej więcej tam, gdzie doszedłbym idąc od razu na zachód. Czekałem pięć minut. Zatrzymał się bardzo stary, czerwony kombi marki nieokreślonej.

– Cześć, Jedziesz do Van?
– ??? – chyba użyłem zbyt wielu słów.
– Van??? – głośno i wyraźnie, przekaz powinien być jasny.
– Nie – potrząsnął głową – Agri.
– Czy mogę się zabrać do skrzyżowania? – słowa tak na wszelki wypadek, w tym samym czasie wyciągałem już mapę i pokazywałem do którego skrzyżowania chciałbym pojechać.

Jeszcze tylko spojrzenie do tyłu – konsultacje z żoną, dla której może nie było miejsca z przodu, ale bez której pozwolenia nie mógł mnie zabrać (ot przewrotność tradycyjnych stosunków).

– Włóż plecak do bagażnika – nie jestem pewien czy to dokładnie powiedział, ale na pewno to pokazał.

Minutę później jechaliśmy. Dwie minuty później zaczęło się najsilniejsze gradobicie jakie pamiętam.

Gradobicie w Turcji – zjechaliśmy pod dach stacji benzynowej – dla ochrony przed spadającym lodem (zdjęcie: W. Przybylski)
Gradobicie w Turcji – jak duże ziarnka grochu, coś podobnego ale w mniejszej ilości widziałem tylko dwa razy. Białe „kamyczki” na ziemi to lód. (zdjęcie: W. Przybylski)

Życzliwych doradców, od tej pory nie posłuchałem już nigdy. Kilkakrotnie robiłem dokładnie na przekór ich sugestiom. Z radami, które pasowały do mojej wizji stopowania spotykałem ze strony spotkanych ludzi rzadko. Wiedziałem lepiej. I to się sprawdzało przez następne kilka tysięcy kilometrów.